- Nie znam się na tym, ale nie widzę ani żyta... - A bobik?
Stefan Żeromski rupieciarnia, westchnienia i jęki. Przystanął zdumiony i jeszcze raz nadstawił ucha, aby przekonać się, czy się nie omylił. Chwilkę było cicho, ale potem znowu zaczęły się wzdychania. Początkowo
wyprasowaną w taki sposób, że to było istne arcydzieło. Nadto - kołnierze, mankiety tudzież biały krawat, którego jeszcze nie obstalowywał w mieście. Krawatka była cudna, najmodniejszego rodzaju, a
Cytat
symptoma to bicie krwi do piersi, do gardła, z czego częste krwotoki. Felczer z Włoszczowej krew mi puszczał kilkakroć, ale i to nie przyniosło zdrowia. Czuję po każdym krwie puszczeniu jeszcze
szarpiąc czuprynę i wąsy. Twarz jego była szara, oczy zdziczałe. Naglił siostrzeńca do pośpiechu tłumacząc mu ochrypłym głosem, że dzień krótki. Zmusił go do prędkiego wypicia winnej polewki, otulił
Cytat
złe. W okienku ukazało się dwoje wielkich, czarnych oczu. Patrzyły chwilę na obu gości, a potem znikły; jednak drzwi się nie otworzyły. Wuj i K. wzajemnie potwierdzili sobie, że widzieli tych
dobre obmierzli widokiem swym i zapachem. Nieraz w nocy wysuwał się z szopy, śmierdzącej żywymi kandydatami na trupów nie gorzej od umarlaków - i bezmyślnie zapatrzywszy się w dal, przepędzał czas.