łoskot drzwi roztwieranych w czworakach, odgłos skrzypiącego

Stefan Żeromski bośniackich pikinierów konnych to samo szwadron. Dzień się robił. Generał Lefebvre stanął w pierwszym szeregu ułańskim. Szedł przy nim kapitan Fortunat Skarżyński, a oprócz tego byli tam starzy Samowar macie? Stara w przerażeniu swym do słowa przyjść nie mogła. - Samowar macie, herbaty możecie mi zrobić? - Jest ten ta samowar... jeno cukru... - Masz tobie! Cukru nie ma? - A nie ma...

 

Cytat

znowu, wsunął głowę w ramiona, jakby wszystko, co miał do powiedzenia, wciągał w siebie i zamykał na klucz. - Kto kogo do tego namówił: ty Cedrę czy on ciebie? Rafał milczał. - Który którego Przyglądał się dalekiemu widokowi posępnym spojrzeniem. Gdy tam stał zastygły i oniemiały, widziało mu się, że żyje w chwili tak bardzo dawnej od jego życia, jakby w dzieciństwie. Alboż to, na co

Cytat

jego kurczyły się, skóra wytężała na nich. Pyskiem chwytał ziemię, a jęzorem lizał naokół przestwór. Wtedy dopiero Rafał zobaczył, że ze zwierzęcia wypływają wnętrzności i krew się wali. Odszedł głowę płonącą w ogniach niebieskich, zielonych, fioletowych, szkarłatnych i jął patrzeć dokoła. Pola! Pola bez końca! Nagłe łkanie wyrwało się z jego ust. Buchnęło jak żywa krew z przerwanej żyły.