Nałożył okulary, odsunął list za płomień i powoli, półgłosem czytać
Stefan Żeromski rodzaj popłochu. Toteż co prędzej odszedł z tamtych zaludnionych okolic. Trafił do ogrodu warzywnego, a później do ptasiego ogrojca. W drucianym odosobnieniu przechadzały się tam skromne kury i
zaczęli grać, ta trusia odzyskała nie tylko władzę nad sobą, ale objęła ją nad tym nieznajomym panem - nie mówiąc już o tym, że prym trzymała w recytacji utworu. Twarz jej zmieniła się, ożyła,
Cytat
mieszkać! Tu to dopiero życie. - Tu wolałbyś mieszkać? Co gadasz? He, bracie, tu niełatwo wysiedzieć. Tu tylko taki jak ja wytrzyma. - Już ja bym tam wytrzymał! - Tak powiadasz? - A tak. - No, no,
mierząc Nardzewskiego uważnym spojrzeniem. Po chwili rzekł, z trudem wymawiając słowa i śmiesznie je akcentując: - Czy honor mam z dziedzicem, z jegomością panem Nardzewskim? - Nardzewski jestem, do
Cytat
Przychodziły nań chwile, że chciał na rzeczy święte, czczone, drogie dla wszystkich i dla niego samego aż do tych dni, położyć dłonie hańby, właśnie na te sprawy, dzieła, uczucia, słowa najdroższe,
resursy i zabierać miejsca. - Racja! -zawołał ktoś z tłumu. -Braknie właśnie poczty do obrządzenia koni tylu wodzów. - Toteż zacznij awans od siebie i idź obrządzić mojego wałacha... - odciął się