list przesylabizował, profesor odebrał go z rąk moich, złożył
Stefan Żeromski Szerokie okno było zasłonione wyniosłymi drzewami, z których sypały się złote liście. Gruby mur otaczał ze wszech stron ten osamotniony park i zamykał go od strony Wisły. W długich alejach,
paszczę i za chwilę ostre zęby utopić miała w jego oczach. Skulony, zwinięty w kłębek, tak że kolanami dostawał nosa, trzęsąc się w febrze, drzemał i budził się na dźwięk zegara. Każde uderzenie,
Cytat
nawet i musi pozostać nadal niedocieczoną tajemnicą, jakim sposobem, mając oczy tak szczelnie zamknięte, dostrzegła jego ukłon i odpowiedziała nań iście monarszym skinieniem głowy. Cezary chciał
miłość-krzywda, znowu dźwignęła się w piersiach, jako ów feniks z popiołów. Nowe zażegła ognisko zgryzoty. - Jak wtedy, jak wtedy... - szeptał, dużymi kroki wracając do domu. Usta jego drgnęły i
Cytat
mówić, dym cedzi mu się przez wiechy wąsów i okrąża czerwony nochal. A zakwitł mu różnobarwnie na drogich winach - ani słowa. - Życie mi uratował. - Gdzie? - Pod Burviedro. Byłbym stratowany na
przed kościołem raszyńskim, spostrzegli równe linie wojska stojącego w szyku. Rogate, czarne czapki z orłami i jednakie pompony, krótkie kurtki z białymi plastronami, białe spodnie, kamasze i ciżmy