wywiędłe kadłuby, na brudem obrosłe ich dzieci, na znikome resztki
Stefan Żeromski wiosennego smugowia. Dusza wspominała sobie wiosenny swój sen: drogę do Wygnanki. Tak żywe było widzenie tamtejszej chwili, tak oczywisty był przed okiem tamten kraj, że teraźniejszość prawie
słuchacza zsunęło się na ziemię. Głowa upadła na twarde kamienie, a spalone na węgiel usta uczuły smak więziennej wilgoci. Do serca spływały krople gorzkie jak żółć i ocet. Ciemność, ta ciemność, w
Cytat
dawno sczerniały: były ciemnobrązowe jak odświętna cucha górala. Mocne drzwi nabite kołkami prowadziły do tej świetlicy, gdzie się przed ludźmi schowało ich szczęście. Kochane były te drzwi! Jakże
nawozu i fioletowe gnojówki. Tam od dawna kręcili się ludzie, z których każdy osobnik witał spacerującego "pana" ukłonem. Te to ukłony zepsuły poranek ideowemu komuniście, wpędziły go w pewien
Cytat
izbie, gdy się dowiedział, że im czemodan zasekwestrowano. Imali się najordynarniejszej pracy, ażeby przetrwać czas tak trudny. Wystawali na zmianę przed urzędem polskim oczekując na wiadomość o
- rzekł K. - Być może - powiedział adwokat - ale mimo to nie chciejmy działać zbyt pośpiesznie. - Użył słowa "my", jakby nie miał zamiaru opuścić K. i jakby chciał zostać przynajmniej jego